Balerina to najnowsza produkcja akcji, którą możecie obecnie obejrzeć na Netflixie. Jeżeli lubicie serię o Johnym Wicku to z pewnością spodoba wam się ten film.

Akcję otwiera znakomita scena rozegrana w sklepie. Widzimy kilku agresywnych oprychów, którzy usiłują obrabować sklep spożywczy. Ni stąd ni z owąd zza pleców złodziei, pojawia się drobna, chuda dziewczyna, w za dużej bluzie i beany naciągniętej na głowę. Klientka kładzie na ladzie pudełko deseru i płaci grubą gotówką, co przykuwa uwagę złodziei. Tą humorystyczną sekwencję szybko przerywa prawdziwa rozpierducha w stylu baba jagi z filmów Chada Stahelskiego. Jeżeli chcecie zobaczyć jak samotna dziewczyna rozkłada na łopatki uzbrojonych w noże napastników, przy użyciu puszki z morelami, to właśnie macie okazję. Scena zapada w pamięci. Po mocnym otwarciu poznajemy tytułową balerinę (Choin min- hee) i jej nagłą samobójczą śmierć. Kobieta odbiera sobie życie po gwałcie i szantażu przez jednego z członków koreańskiej mafii – przyjemniaczka o pięknej twarzy i zwyrodniałych preferencjach. Balerina tuż przed śmiercią dzwoni do swojej przyjaciółki i zostawia dla niej list, w którym prosi o pomszczenie jej śmierci.

Najnowsza, netflixowa produkcja to południowo – koreańskie kino zemsty wyreżyserowane przez Lee Chung-Hyun, twórcy The Call, Born to spy, ze świetnie grającą Jeon Jong – Seo w roli bezwzględnej i bezlitosnej ochroniarz jednej z rządowych organizacji. To właśnie jej przyjdzie wymierzyć sprawiedliwość całej narkotykowej szajce, handlującej kobietami. Film Lee Chung – Hyun to rasowe i surowe kino akcji w stylu Old Boya w reż. Park Chan -wook’a, czerpiące również inspiracje z kultowej serii Johna Wicka z tą różnica, że przemoc w Balerinie jest bardziej agresywna i organiczna. Choreografia scen walki ma wściekły, wilczy rytm. Najlepszym przykładem dla porównania estetyki tego obrazu będzie kultowy Raid wyreżyserowany przez Garetha Evansa. Muzyka skomponowana przez Lee Seong- Hwa czyli powszechnie znanego jako Gray, pasuje do tempa filmu idealnie. Bity klasycznego, ulicznego hip hopu w połączeniu z rozmaitymi instrumentami świetnie korespondują ze emocjonującymi scenami walki. Netflixowa produkcja, bardzo zręcznie żegluje humorem sytuacyjnym, rozładowując napięcie. Scenariusz nie zapełnia kadrów niepotrzebnymi scenami. Akcja jest zwarta, ostra a film zwalnia tylko chwilami. Więcej jest tu gry ciałem i twarzą niż dialogów, co daje w rezultacie naprawdę świetny efekt.

Dodaj komentarz

Witaj w zaułku popkultury

Drogi czytelniku, przed powstaniem tego bloga, pisałem dla takich portali jak Dzika Banda, Nowa Gildia, Axel Springier Polska, Xiegarnia, Agora i wiele innych miejsc. Pracowałem również jako dziennikarz dla Gazety Olsztyńskiej. Z zawodu jestem scenografem z praktyką na deskach teatru Wielkiego w Warszawie. Film to moja pierwsza miłość, ale ma tu również swoje ważne miejsce komiks oraz muzyka filmowa.

Znajdź mnie

Odkryj więcej z Kurier popkultury

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej