American Film Festiwal trwa w najlepsze. Widzowie we Wrocławiu mogą zasmakować m.in. w segmencie prezentującym najgorętsze premiery tego sezonu, obrazy ze światowych festiwali, które zwróciły na siebie uwagę, kultowych klasyków, krótkich formach filmowych czy projektach z pogranicza fabuły i dokumentu. Ten ostatni, czyli segment Pomiędzy skupia w sobie projekty, trudne do sklasyfikowania a takim z pewnością jest obraz Playland w reż. Georden West, któremu chcę poświęcić uwagę.
Playland wymyka się jednoznacznej, formalnej klasyfikacji, przede wszystkim ze względu na swój interdyscyplinarny charakter. Z jednej strony jest to fabularyzowany dokument, trochę teatr, ale nade wszystko jest to hołd dla najdłużej działającego, gejowskiego baru w Bostonie czyli Playland Cafe, który otwarto w 1937 i dzielnie prosperującym aż do 1998 roku. Archiwalne wypowiedzi członków queerowej społeczności i ludzi nierozerwalnie związanych z walką o równouprawnienie w Bostonie stanowią tu narrację dla całej opowieści. Słyszymy ich jak wypowiadają się o swoim otoczeniu, scenie, na której występowali oraz tym jak byli postrzegani przez bostończyków. West nie pisze tu własnych dialogów a pozwala swoim bohaterom, czyli prawdziwym ludziom słyszanym z offu przemówić własnym, prawdziwym głosem.

Atmosfera w Playland jest gęsta i nawiedzona, rozmowy bohaterów, których widzimy na ekranie, ograniczają się tu do szeptów i pomruków, rozbrzmiewających echem w zaciemnionych i zadymionych ścianach baru. Postaci krążą tu trochę jak duchy, zawieszone na zwykłych, codziennych czynnościach przy zmywaku, za barem czy szatni. Zupełnie jakby utknęły w czasie, miejscu i własnych wspomnieniach. Obraz West jest pełen pięknego i majestatycznego półmroku oraz lekkiej klaustrofobii. Statyczne i wysokie ujęcia kamery wpuszczają trochę powietrza do przestrzeni kadrowej, jednak wszystko jest tu kameralne, mroczne i hermetyczne. Obraz utkany z szeptów balansuje na granicy wspomnień, symbolizmu i snu.
Obraz zaprezentowany na tegorocznym AFF to opowieść o walce z nienawiścią wobec wszystkiego co inne i tego co nie daje się łatwo zaszufladkować. Walce o własne miejscu i przestrzeń, w której wzgardzeni i wyrzuceni poza nawias bostońskiego społeczeństwa, mogą być zwyczajnie sobą. Playland Café było właśnie takim miejscem.








Dodaj komentarz