Army of the dead – recenzja filmu

„Army of the dead’’ to kolejne dzieło po „Ligii Sprawiedliwych’’ Zacka Snydera. Tym razem reżyser serwuje nam rasowy, krwawy zombie horror z Dave’m Bautista w roli głównej. Czekałem na najnowszy obraz Snydera od czasu pojawienia się pierwszych informacji w sieci. Ale czy było warto?

Fabuła filmu opowiada o grupie najemników, próbujących dostać się do sejfu, oblężonego przez zombie, Las Vegas. Po dotarciu do zniszczonego miasta grzechu, grupka bohaterów staje twarzą w twarz z zombiakami, którzy w niczym nie przypominają tych, do których kino zdążyło nas przyzwyczaić. Zombie u Snydera są szybcy, zwinni i żądni krwi. Potrafią myśleć strategicznie a nawet…czuć i się rozmnażać. Są zatem w niczym nie podobni do tych bezmyślnych i powolnych, których znamy z serii filmów G.A.Romero.

Film rozpoczyna się niczym video klip, na którym widzimy głównych bohaterów rozprawiających się przy pomocy rozmaitej broni z wygłodniałą hordą truposzy. Trwający 25 minut wstęp do filmu, jest totalną slasherową rozwałką i już wiemy z czym będziemy mieli do czynienia przez ponad dwie godziny seansu na Netflixie. Snyder po raz drugi zabiera widza w postapokaliptyczny świat zombie. Pierwszy raz zrobił to w rewelacyjnym ’’Świcie żywych trupów’’ z 2004 roku, będącym remakiem klasyka G.A.Romero z 1978 roku. Był to według mnie jeden z najlepszych remaków w historii kina grozy, oraz bardzo świeże spojrzenie na ten podgatunek. W ’’Army of the dead’’ reżyser poszedł dalej w kwestii charakterystyki postaci zombie. Mamy tu więc Szuraczy, typowych bezmyślnych zombie, których bohaterowie, napotykają na samym początku i przez których z łatwością torują sobie drogę do celu misji. Są tu również zombie stojące wyżej w hierarchii pochodzące od samca alfa. Króla nieumarłych i pierwszego zombie, od którego zaczęła się cała epidemia.

„Army of the dead” to kwintesencja horroru akcji w stylu „Predatora”. Film Zacka Snydera to typowy odmóżdżacz, który ubarwi weekendowy wieczór przy pop cornie. Rozrywka na przyzwoitym poziomie naładowana po brzegi akcją, mocnymi efektami i humorem. Rozrywką jednak bardzo przewidywalną i przydługą, co sprawia że wypada blado.

Dodaj komentarz

Witaj w zaułku popkultury

Drogi czytelniku, przed powstaniem tego bloga, pisałem dla takich portali jak Dzika Banda, Nowa Gildia, Axel Springier Polska, Xiegarnia, Agora i wiele innych miejsc. Pracowałem również jako dziennikarz dla Gazety Olsztyńskiej. Z zawodu jestem scenografem z praktyką na deskach teatru Wielkiego w Warszawie. Film to moja pierwsza miłość, ale ma tu również swoje ważne miejsce komiks oraz muzyka filmowa.

Znajdź mnie

Odkryj więcej z Kurier popkultury

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej