
„Zabójczy koktajl” to kino pełne wybuchowej akcji, znakomicie rozegranych scen kaskaderskich i zabawnych dialogów. Czuć tu powiew Tarantino, za sprawą silnych kobiecych postaci, walczących w męskim świecie. Wyczuć tu możemy również jawne inspiracje konwencją serii Johna Wicka i światem wykreowanym w scenariuszu Dereka Kolstada, jednak film Papushado idzie w nieco innym kierunku. „Zabójczy koktajl” jest czymś, co ogląda się z rozdziawionym otworem gębowym i właśnie tak powinna wyglądać rozrywka na dobrym poziomie.
Film rozpoczyna się mocnym akcentem a pierwsza scena jest zawiązaniem całej akcji. Już w pierwszej minucie poznajemy główną protagonistkę, czyli Sam graną przez rewelacyjną Karen Gillan. Sam jest płatną zabójczynią działającą z ramienia „Firmy”, czyli potężnego, zbrodniczego konsorcjum, które wychowało i ukształtowało bohaterkę, pozostawioną przez matkę. Kariera Sam rozwija się bez zakłóceń aż do ostatniego zlecenia, w którym to przypadkowo zabija syna szefa mafii, współpracującego z Firmą. Bohaterka otrzymuje szansę na zrehabilitowanie się w oczach „Firmy”. Ten punkt jest całkowitym zwrotem akcji i transformacją głównej bohaterki. Od tej feralnej chwili kobieta jest zdana jedynie na siebie i swoje umiejętności.
Film Papushado jest pełen świetnej akcji, z gatunku historii o kontraktowych zabójcach i tym jednym zleceniu, które zmienia dalsze losy bohatera. Mamy tu wszystkie najlepsze składniki kina akcji i komedii. Kuszą na pierwszy rzut oka porównania z „Johnym Wickiem”, „Nobody” czy „Atomic Blond”. Film czerpie garściami z tych obrazów, jednak na zwykłym kopiowaniu się nie kończy. „Gunpowder Milkshake” ma przyzwoity scenariusz, który przemyca między widowiskowymi bójkami opowieść o kobiecej więzi i relacji matki z córką.

„Zabójczy koktajl” to wizualnie bardzo dobry film. Jest tu mnóstwo wybornie zagranych scen walk, świetnej kaskaderskiej roboty, widać to zwłaszcza w scenach samochodowych pościgów, gdzie wszystko jest pięknie zsynchronizowane i dopieszczone. Duży plus za scenariusz, bo historia o płatnej zabójczyni umiejętnie łączy w sobie opowieść o kobiecej sile. Mimo, że na ekranie to kobiety spuszczają łomot facetom, film nie rozbrzmiewa jakimś nadętym feminizmem. Kolejny plus za sceny walki i sposób z jaką gracją i poezją przedstawiona jest przemoc fizyczna. W kulminacyjnych scenach akcji, jest sporo żartów i slapstickowych scen, które doskonale wpływają na odbiór filmu i rozbrajają widza. „Gunpowder Milkshake” nie odkrywa koła na nowo, ale nadaje oryginalny bieg narracji w thrillerze akcji. Gra aktorka jest tu świetna. Spodziewałem się jakiegoś bezmyślnego pastiszu „Drive” Reefna, z kiepską obsadą i tanimi dialogami a otrzymałem rozrywkę na przyzwoitym poziomie.








Dodaj komentarz