„Servant” to wyjątkowy serial wyprodukowany przez Apple TV, za którym stoi mistrz baśniowej dziwności i suspensu czyli M.N. Shyamalan ( „6 zmysł”, „Osada”, „Old”) oraz Tony Basgallop, znany bardziej z mini seriali telewizyjnych („Stacja Berlin”). Pomysł na „Servant” pojawił się jeszcze w czasie, gdy Shyamalan pracował nad filmem „Glass” i już wtedy wiedział, że chce po jego ukończeniu wziąć udział w projekcie napisanym przez Basgallop’a. Trudno mu się dziwić, ponieważ scenariusz do samego pilota został napisany w bardzo inteligentny sposób. Gdybym miał wskazać spośród obecnie wypuszczanych produkcji serialowych, jeden tytuł, który w tak konsekwentny sposób buduje napięcie i grozę wybrałbym „Servant”.

Kluczem jest tempo

Pierwszy sezon miał swoją premierę w 2019 roku i wstyd się przyznać, ale wówczas nic o nim nie słyszałem. Nieco później odnalazłem go na platformie Apple TV+ i od tamtej pory całkowicie skradł moje serce. Shyamalan jest tu producentem wykonawczym i człowiekiem, który nadał kształt temu serialowi. „Servant” to bardzo minimalistyczny a zarazem niezwykle kinematograficzna produkcja. Każdy odcinek trwa średnio 30 minut, wydawałoby się, że to niewystarczająco długo, by zbudować i wywołać właściwy nastrój u widza. Zakończenie każdego z odcinków dobrym cliff hangarem i skłonienie odbiorców, by czekali kolejny tydzień na odcinek. Mimo niewielkiego budżetu i ograniczenia się do kręcenia w jednej, konkretnej lokalizacji, twórcom udało się to osiągnąć. Kluczem jest tu bardzo Hitchcock’owskie tempo, które w serialu jest wręcz celebrowane poprzez długie i hipnotyzujące ujęcia, bardzo często pozbawione dialogów. Gdy polejemy całą historię okultystycznym sosem, danie mamy praktycznie gotowe. Dla tych, którzy serialu nie oglądali  zacznę może od początku. W prologu tej historii, poznajemy młode i zamożne małżeństwo  Turnerów. Dorothy (Lauren Ambrose) jest wziętą prezenterką telewizyjną a Shean (Toby Kebbell) uznanym kucharzem. Już w pierwszych scenach pierwszego sezonu widzimy, że pod względem materialnym niczego im nie brakuje. Mają piękny, wielki dom, karierę i przyjaciół. Jednak nie wszystko jest tu takie kolorowe. Prawdziwym problemem jest tu trauma i pustka, jaką młoda para przeżywa po stracie dziecka, które zmarło, w nie do końca jasnych okolicznościach. Aby poradzić sobie z traumą, małżeństwo na miejscu synka, umiejscawia gumową lalkę i wynajmuje nianię o imieniu Leanne (Nell Tiger Free). Wszystko po to, by utrzymać pozory normalności. Tuż po pierwszej nocy nowej niani w domu Turnerów, wydarza się cud. Lalka zmienia się w niegdyś utraconego czternastotygodniowego chłopca, jednak w domu zaczynają dziać się niewytłumaczalne rzeczy. Tym mocnym akcentem, rozpoczyna się historia Turnerów i ich nietypowej niani, z którą przypieczętują swój los.

Ewolucja bohaterki i nastrojowa groza 

Pierwszy sezon serialu zakończył się sporym cliff hangerem. 2 sezon rozpoczął się małym trzęsieniem ziemi w postaci zniknięcia Leanne i Jericho. Za całe to zamieszanie odpowiadała złowroga i przebiegła ciotka May Markham u boku neurotycznego acz z pozoru nieszkodliwego wujka Georga, który zamieszkuje z Turnerami na jakiś czas. Trzeba dodać, że sceny z Wujkiem George utrzymane są w rewelacyjnym tonie czarnego humoru i groteski, co ogląda się świetnie. Ten sezon to również zacieśnienie relacji między Leanne a Julianem, co owocuje skomplikowanym romansem między tą dwójką. 3 sezon to jeden z lepszych sezonów pod względem tempa akcji, nastroju grozy i moralnych dylematów bohaterów. Bardzo podoba mi się jako zostaje nakreślona relacja między Seanem a nianią. Z jednej strony Leanne chce widzieć w nim swojego ojca zaś Sean zaczyna traktować ją jak swoją córkę. 3 sezon to również sporo informacji na temat sekty, która wychowała Leanne i która nadal próbuje ją odnaleźć. 

4 sezon nadal trzyma poziom

Trzeba przyznać, że otwarcie było z mocnym przytupem. Dorothy po upadku ze schodów, (co widzieliśmy w końcowej scenie trzeciego sezonu), jest sparaliżowana i przykuta do łóżka. Sfrustrowana i przerażona byciem na łasce Leanne decyduje się na zatrudnienie dwóch leciwych rehabilitantek, które nie zostają zaakceptowane przez nianię. 2 odcinek pod tytułem „Swędzenie” to surowy kawałek nadnaturalnej grozy, gdzie napięcie i atmosfera osaczenia wgniata w fotel. To jak do tej pory według mnie najlepszy odcinek tego sezonu. Scena, w której cała okolica zostaje opanowana przez pluskwy na skutek czego zjeżdża się armia dezynsektorów zapada w pamięć. Akcja 4 odcinka rozpoczyna się przygotowaniami do Halloween. Widzimy, że Leane robi się coraz bardziej nieobliczalna i przebiegła. Sekta depcze jej po piętach i z każdej strony widnieje ryzyko ataku, co w finale wyzwala w niej jeszcze większą moc. W tym sezonie postać Lenne staje się zdecydowanie bardziej zuchwała. Wie doskonale, że Turnerowie się jej boją i będą próbowali się jej pozbyć ze swojego życia. Na nic jednak zdają się ich próby. 5 odcinek zabłysnął komediowymi akcentami. Cały serial jest okraszony czarnym humorem, jednak w 5 odcinku wyreżyserowanym przez Carlo Mirabella-Davisa wisielczy humor naprawdę rozbraja. Scena, w której Turnerowie zapraszają sąsiadów na imprezę, po to tylko by przeprowadzić własne nieudolne śledztwo, to majstersztyk. Finał tego sezonu okazał się bardzo dobrze rozwiązany, ale nie zamierzam tego spoilerować.

Niania z piekła rodem

Twórcy na przestrzeni kilku sezonów, w arcyciekawy sposób pisali postać Leanne. Z jednej strony widz z łatwością chce się z nią utożsamiać, z drugiej zaś coś nam mów, by lepiej tego nie robić. Ta dwoistość i niejednoznaczność jej natury, ciągle popycha akcję serialu do przodu i sprawia, że chce się go oglądać. W tym sezonie, postać Leanne zostaje nakreślona w o wiele bardziej mroczny i wielowymiarowy sposób. Widzimy w niej przepoczwarzanie się z cichej i zakompleksionej introwertyczki w pewną siebie, kobietę. To co zdaje się nie zmieniać w motywacji tej postaci, to pragnienie bycia częścią rodziny Turnerów. Wydaje mi się, że jak dotąd cały 4 sezon, jest kluczowy pod względem moralnej przemiany postaci granej przez Nell Tiger Free. Twórcy w tym sezonie postanowili wykonać zwrot o 180 stopni.

suspens i mistrzowskie kadrowanie

Odcinki choć pisane i reżyserowane na przemian, przez różnych autorów trzymają spójność, budują znakomitą dramaturgię oraz suspens wokół całej historii Tony’ego Basgallopa i M.N.Shyamalan’a. Biorąc pod uwagę skromność  scenografii i ograniczenie się do jednego  miejsca akcji,(przypomina chwilami sztukę teatralną w jednym akcie) to serial ogląda się od pierwszych odcinków znakomicie. Nie widzę, by historia schodziła na mieliznę czy aby twórcy zabrnęli w ślepy zaułek. Fabuła i postacie nadal pisane są świetnie. Akcja rozwija się ciekawie i nie sposób zgadnąć jak się skończy. W poprzednich sezonach, groza była budowana bardzo nieśpiesznie jednak szalenie precyzyjnie. W 4 sezonie atmosfera zagęszcza się zdecydowanie bardziej agresywnie i psychologicznie. Przeczucie tragicznego finału wisi wyraźnie w powietrzu. Warto dodać, że „Servant” to uczta dla oka, już na poziomie komponowania kadrów. Wszystko tu jest na swoim miejscu i nie sposób od tego oderwać oczu. Czuć w nich harmonię i magię. Widać wyraźnie jak kamera tworzy relację w przestrzeni kadrowej i poza nią. Podobają mi się te wydłużone ujęcia, pozbawione dialogóww, które doskonale potęgują napięcie i mesmeryzujące. Operator kamery Michael Gioulakis („It Follows”, „Split”, „Us”) odwalił tu kawał znakomitej roboty. To w dużej mierze jemu zawdzięczamy to jak dobrze ten serial wygląda. Podsumowując, opowieść Basgallopa i Shyamalan’a to kawał dobrze opowiedzianej historii o miłości, poświęceniu i stracie w okultystycznej stylistyce. Ci z Was, którzy lubią horror i suspens, z pewnością, będą usatysfakcjonowani.

Dodaj komentarz

Witaj w zaułku popkultury

Drogi czytelniku, przed powstaniem tego bloga, pisałem dla takich portali jak Dzika Banda, Nowa Gildia, Axel Springier Polska, Xiegarnia, Agora i wiele innych miejsc. Pracowałem również jako dziennikarz dla Gazety Olsztyńskiej. Z zawodu jestem scenografem z praktyką na deskach teatru Wielkiego w Warszawie. Film to moja pierwsza miłość, ale ma tu również swoje ważne miejsce komiks oraz muzyka filmowa.

Znajdź mnie

Odkryj więcej z Kurier popkultury

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej