Film wyreżyserowany przez dwóch kanadyjczyków, czyli Danny’ego i Michaela Philippou, to bezkompromisowa ostra jazda bez trzymanki, nabita znakomitą grą aktorską, przemocą i strachem, przez co obraz wchodzi głęboko pod skórę. To również całkiem trafna krytyka współczesności.

Fabuła filmu rozpoczyna się od imprezy, na której zjawia się zaniepokojony Cole w poszukiwaniu swojego brata Duckett’a . Gdy w końcu udaje mu się go odnaleźć, wyciąga zamroczonego niby w narkotycznym wicu i pokaleczonego nastolatka, przed nagrywających wszystko swoimi smartfonami, imprezowiczów. W następnym ujęciu widzimy jak chłopak uderza nożem swojego brata, po czym odbiera sobie życie tym samym narzędziem. Już po kilku wstępnych minutach tego cold openingu, bracia Philippou, pokazują nam z jakiego rodzaju wrażliwością będziemy mieli do czynienia i jak namacalna będzie tu przemoc. Realizm efektów dźwiękowych i wizualnych to prawdziwy majstersztyk.
Po mocnym wstępie, poznajemy główną bohaterkę Mia (Sophie Wilde) i jej najlepszą przyjaciółkę Jade (Alexandra Jensen). Dziewczyny są praktycznie nierozłączne i traktują się jak rodzina. Mia przechodzi bardzo trudny okres w swoim życiu ze względu na żałobę po stracie Matki. Nie dogaduje się z ojcem, cały wolny czas spędza w domu przyjaciółki. W rolę matki Jade wciela się rewelacyjna i najstarsza stażem aktorskim w ekipie Mirandą Otto. Pewnego wieczoru, dziewczyny postanawiają wybrać się na imprezę do znajomych, aby wziąć udział w grze, o której wszyscy między sobą rozmawiają i dzielą się filmikami na social mediach z dziwnych seansów. Dziewczyny trafiają na jedną z takich imprez a wraz z nimi jest Riley, młodszy brat Jade. Dźwięki brzęczących butelek piwa, śmiechu i rapowego bitu dudniącego z głośników, przecina niczym nożem, cisza. Ktoś stawia ludzkich rozmiarów, porcelanową rękę na stole przed Mią. Młodzi zapalają świece, tłumacząc, że to otwiera przejście. Dalej zasady gry są proste, wystarczy, że uściśniesz tajemniczą dłoń i wymówisz słowa „Mów do mnie”. Niedowierzająca Mia przyjmuje wyzwanie i wypowiada kluczowe słowa. W tej chwili zostaje nawiązany kontakt z duchem, który siedzi przy stole po przeciwnej stronie jak gdyby nigdy nic. Pozostali wszystko nagrywający uczestnicy nic nie widzą; jedynie reakcje twarzy bohaterki, która musi jeszcze wypowiedzieć słowa „Wpuszczam cię do siebie”. Gdy to się dzieje, zaczyna się prawdziwe opętanie. Dusza, która przyjęła zaproszenie wchodzi w ciało wywołującego i może komunikować się z pozostałymi. Tak też się dzieje, gdy duch dostrzega wśród obserwatorów, młodego Riley’a, do którego zwraca się bezpośrednio. Duch daje do zrozumienia, że zaświaty mają apetyt na jego niewinną duszę.

To co metafizyczne spotyka się na tej samej płaszczyźnie z tym co naturalne w otoczeniu bohaterów. Film po trochu funkcjonuje jako legenda miejsca, która okazuje się być prawdziwa. W obrazie braci Philippou, duchy istnieją, bohaterowie to akceptują i to jest naturalne tak jak filmiki wrzucane do sieci z imprezowych seansów spirytystycznych stające się wiralem. Bardzo ciekawie funkcjonuje tu strona nadnaturalna, bo przestaje być jakimś tabu czy powodem do strachu a raczej elementem uatrakcyjniającym imprezy i zdobywaniem lajków w socjalach. Tak jest jednak tylko do czasu, gdy seans wymyka się spod kontroli a przejście między światem żywych i umarłych pozostaje otwarte. Bardzo ciekawie i arcysprawnie autorzy budują gęstą atmosferę grozy i napięcia od początku do samego końca. „Mów do mnie” to trochę opowieść o beztroskiej balandze, która przez brak jakiejkolwiek odpowiedzialności, kończy się okropnymi konsekwencjami. to niezwykle intensywny i łamiący konwencje, kompletny film grozy, w którym strach manifestuje się w sferze psychologicznej jak i tej nadnaturalnej. „Mów do mnie” to bezspornie najlepszy horror tego roku i z pewnością jeden z najlepszych w historii współczesnego kina grozy.







Dodaj komentarz