
„Nocna Msza” to najnowsze dzieło Mike Flanagana, reżysera m.in. wybitnego serialu „Nawiedzony dom na wzgórzu”(2018) inspirowanego kultową powieścią Shirley Jackson, ekranizacji dwóch powieści Stephena Kinga jak „Gra Geralda (2017) ”, i „Doktor Sen”( 2019), ciekawie zrealizowanego „Oculus’a”(2013) i niskobudżetowej klapy w konwencji „home invasion” opowiadającej historię walki głuchoniemej bohaterki z psychopatycznym mordercą w filmie „Hush” z 2016r. „Midnight Mass”, za który od lat zabierał się do zrobienia twórca, nareszcie ujrzał światło dzienne, lądując na Netflixie w zeszły piątek.
Zawiązaniem akcji serialu, jest scena, w której widzimy siedzącego na krawężniku mężczyznę, któremu medyk opatruje twarz. Nieopodal w pokruszonym szkle i migoczącym świetle karetki, leży na jezdni martwa kobieta. To ofiara wypadku samochodowego, który spowodował pijany Riley Flynn ( Zack Gilford) i za co trafia do więzienia na 4 lata. Po odbyciu wyroku, nieustannie prześladowany wyrzutami sumienia mężczyzna wraca do rodzinnego domu w małym, rybackim miasteczku o nazwie Crockett Island. W tym samym czasie w mieście pojawia się tajemniczy ksiądz w zastępstwie za swojego podupadłego na zdrowiu poprzednika. Wraz z przybyciem księdza Paula, w miasteczku zaczynają dziać się niewytłumaczalne cuda. Pytanie jednak czy napewno te wszystkie cuda pochodzą od Boga, któremu mieszkańcy tak wiernie oddają cześć?
Najnowszy serial Netflixa wyreżyserowany przez Mike Flanagana i napisany przy współpracy z jego bratem, opowiada o religii i moralności. O ludzkim poszukiwaniu wiary i trudności akceptacji Boskiej woli. Z jednej strony jest to rasowy horror religijny o wampirycznym rodowodzie z drugiej zaś opowieść o akceptacji naszej śmiertelności, przebaczeniu i drugiej szansie. Właśnie ta dwoistość natury tego serialu sprawia, że tak dobrze się go ogląda.
Klimat „Midnight Mass” jest utrzymany w bardzo kingowskiej stylistyce. Mamy małe, senne miasteczko, garstkę mieszkańców, która zna się od podszewki i chowa do siebie wieloletnie urazy za fasadą sztucznych uśmiechów. Znamy ten wątek choćby z takich filmowych obrazów jak „Sklepik z Marzeniami”, „Mgła” i „Miasteczko Salem”. Izolacja od reszty świata i poczucie przynależności do jedynego kościoła, zdaje się najbardziej scalać społeczność. Nie wszystko jednak jest takie piękne, bo w miasteczku żyją również innowiercy i mniejszości narodowe jak choćby szeryf Hassan, genialnie zagrany przez Rahula Kohli. Flanagan ilustruje temat ksenofobii już na samym wstępie, co zarysowuje konflikt między postacią Szeryfa a hermetyczną społecznością. Poza nim i napiętnowanym przez przeszłość Rileyem poznajemy również samotną i ciężarną nauczycielkę Erin Greene ( Katie Siegel), która również odstaje od mentalności Crocket Island.
Flanagan nakręcił kawał rewelacyjnego kina. Ten 7 i pól godzinny mini serial podzielony na 7 odcinków ogląda się doskonale. Fabuła wciąga, scenariusz jest napisany inteligentnie. Postacie są z krwi i kości, przez co bardzo szybko się z nimi utożsamiamy. To właśnie szczególna cecha filmów tego reżysera, ponieważ jak sam powiedział podczas jednego z wywiadów, sam bardzo szybko przywiązuje się do swoich bohaterów i niezwykle trudno jest mu ich uśmiercać.
Gra aktorska Hamisha Linklatera to prawdziwa uczta fajerwerków. Facet i jego kościelna retoryka wbijają w siedzenie podczas oglądania. Wielowymiarowa postać, grana przez Linklatera jest zresztą kluczowa dla całego serialu. Samanta Sloyan grająca prawą rękę księdza i ultraortodoksyjną wariatkę w postaci Bev Keane daje również prawdziwy popis swojego rzemiosła. Reżyser zdążył przyzwyczaić widzów do tych samych aktorów, którzy często występują w jego filmach, zmieniając się co jakiś czas. Poza żoną, Katie Siegel, która wystąpiła niemal w każdym filmie, na stałe goszczą Henry Thomas, którego uwielbiam. Sprawa ma się podobnie z rewelacyjnie skomponowaną muzyką, którą praktycznie do każdego filmu Flanagana, wykonują bracia Newton.
Lubię oglądać filmy Flanaga ponieważ reżyser tworzy je konsekwentnie. Horror jako styl, nie jest celem a środkiem wyrazu głębszej refleksji na tematy, które nieustannie powracają w jego filmach. Mike Flanagan jak mało kto, potrafi stworzyć sentymentalną i chwytającą za serce opowieść grozy, która na długo po obejrzeniu zostaje z widzem. Majstersztyk.







Dodaj komentarz