Wampir to niezwykle nośna i pełna symboliki postać filmowa. Z literatury przybyła na srebrny ekran po raz pierwszy w niemej i nieoficjalnej ekranizacji F.W.Murnau pod tytułem Nosferatu. Mimo, że to niemiecki ekspresjonizm sprawił, że nocny krwiopijca zstąpił z kart powieści Brama Stokera na ekran w tak mrocznym i artystycznym stylu to największy udział w spopularyzowaniu tej postaci miało zdecydowanie amerykańskie studio Universal i wersja Toda Browninga z Belą Luigossim z 1931 roku. Choć filmowi zarzucano zbytnią teatralność, to ekranizacja Browninga odniosła ogromny sukces. Część z nas zakochała się również w propozycji legendarnego, brytyjskiego studia Hammer w postaci z „Horroru Draculi” z 1958 roku. Wielu uważało, że hrabia wrócił do własnego domu czyli Anglii a rola Christophera Lee nadała mu odpowiednie miejsce w popkulturze. Ciekawi mnie ilu z was jednak, zna Draculę w wersji hiszpańskiej?
Jess Franco czyli wyklęty czciciel złego smaku
Jeżeli mowa o kinie obskurnym, zakurzonym lub zakazanym to filmy Jess’a Franco idealnie wpisują się w tą tendencję. Jego produkcje znajdowały się zawsze poza radarem krytyki głównego nurtu nie wspominając już o odbiorze u przeciętnego widza. Z jednej strony trudno się temu dziwić, bo styl Franco jest daleki od tego co można obejrzeć na srebrnym ekranie hollywoodzkich produkcji czy w rodzimym, hiszpańskim kinie. Razem ze swoim rodakiem, Luisem Bunnuellem został potępiony przez Watykan i uznany za najniebezpieczniejszego twórcę dla wartości chrześcijańskich. Reżyser odrzucił całkowicie obowiązujący kanon opowiadania obrazem, tworząc przy tym własny język filmu pełen oniryzmu, logiki snu i motywu klątwy spoczywającej na bohaterach. Powiedzieć o jego filmach, że są brudne, kiczowate i nielogiczne to jakby nic nie powiedzieć. Świat wykreowany w filmach Hiszpana, jest zamieszkiwany przez bohaterów o wątpliwej moralności a wszelka niewinność jest tu najczęściej bezceremonialnie bezczeszczona. Postaci Franco, zazwyczaj zamieszkują peryferia moralności w zakurzonych zamkach lub całkiem przeciwnie, w architektonicznie pięknie skrojonych kolorowych, nadmorskich willach. (Użyczane często przez przyjaciela projektanta).

Reżyser eksploatuje w swoich historiach motyw wampiryzmu, ze sporym akcentem na seks, zwłaszcza ten lesbijski. Takie tytuły jak Vampiros Lesbos czy She Killed in ecstasy z 1970 roku z muzą reżysera czyli wspaniałą Soledad Mirandą, są tu dobrym przykładem. Choć jego obszerny dorobek (195 filmów) jest różnorodny pod kątem jakości to mają wiele cech wspólnych. Muzyka jazzowa, golizna, tanie efekty gore i gwałtowne zoomy to wspólny estetyczny mianownik wielu jego filmów. Dla większości jego twórczość to zwykłe kino klasy C, uważniejszy jednak widz w jego dorobku znaleźć może artystyczny przekaz, konsekwentną postawę jako twórcy wyklętego oraz szczerą miłość do filmu.
Gotycki klasyk w obskurnym płaszczu kina eksploatacji
Count Dracula to hiszpańsko-włosko-zachodnio niemiecka koprodukcja z 1970 roku. Widać to przede wszystkim w doborze obsady, mamy tu zatem m.in. Christophera Lee, Soledad Mirandę, Herberta Looma i Klausa Kinskiego.Jeszcze zanim film się zaczyna, widzimy napisy na czarnym ekranie, przekonujące nas o tym, że właśnie zamierzamy obejrzeć najwierniejszą ekranizację o Draculi w historii kina. Czy rzeczywiście tak jest? W 1970 roku, gdy film ujrzał światło dzienne, jego wizja artystyczna i wierność literackiemu pierwowzorowi konkurowała przede wszystkim z dorobkiem Universala, Hammera i międzywojenną wizją niemieckiego ekspresjonizmu. Każda z nich w mniejszym lub większym stopniu oddalała się od materiału źródłowego z powodów ekonomicznych lub decyzji artystycznych.Można powiedzieć, że w tamtych latach Franco popełnił najwierniejszą w branży filmowej ekranizację o legendarnym wampirze.
Film rozpoczyna się tak jak w powieści- podróżą Jonathana Harkera(Fred Williams) do dalekiej Transylwanii w celu podpisania umowy na zakup starej posiadłości przez tajemniczego hrabię Draculę. Już podczas pierwszej nocy w oberży w drodze do zamku hrabiego, bohater zostaje ostrzeżony przez kobietę, by tam nie nie jechał. Ignorując znaki ostrzegawcze, młody prawnik im bliżej znajduje się celu swojej podróży, tym dziwniejszy zastaje krajobraz. Gęsta mgła, dziko wyjące psy i atmosfera zagrożenia eskalują, gdy coraz bliżej znajduje się zamku hrabiego. Tempo filmu jest całkiem szybkie, atmosfera grozy jest gęsta i bardzo klasycznie podana. Może strona techniczna filmu ze względu na swój malutki budżet nie oczarowuje, to pod względem budowania atmosfery jest niesamowity i pod tym względem to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów hiszpańskiego twórcy.
Scenografia u Franco różni się diametralnie od tej Bernarda Rossa na planie filmów Hammera. U Hiszpana jest oczywiście oszczędniej, kolory są bardziej stonowane a plan zdjęciowy niezwykle autentyczny ze względu na prawdziwy zamek w którym kręcono film. Trzeba dodać, że ów zamek stanowił ważne miejsce w życiu Hiszpanii pod reżimem Franco. To tam odbywały się ważne spotkania ówczesnej władzy państwa.
Efekty specjalne Sergio Pagoni są tu tanie i pozostawiają wiele do życzenia, jednak jeżeli nie przeszkadza wam nietoperz na sznurku a bardziej zależy Wam na klimacie opowieści oraz Christopherze Lee jakiego w filmach Hammera jeszcze nie widzieliście to jest to z całą pewnością film dla Was. W przeciwieństwie do efektów, charakteryzacja, muzyka Bruno Nikolai i gra aktorska sprawiają, że warto sięgnąć po Hrabię Draculę.
Zawartość wydania
88 Films zadbało o to by ich wydanie spotkało się z uznaniem fanów, dodając tu masę materiałów w postaci wywiadów, m.in. z jedną z aktorek filmu, mianowicie, Marią Rohm, reżyserem filmu Jessem Franco i krytykiem filmowym oraz autorem monografii poświęconej twórczości Franco Stephena Throwera. To piękne odrestaurowane wydanie w 4K zyskało również oryginalny format obrazu czyli 1:37:1 dzięki odnalezieniu oryginalnego negatywu filmu w Madrycie w 2023 roku przez archiwistów. Przez wiele lat film, był dostępny w formie video czy dvd w szerokim formacie 1:66:1 czy mniejszym 1.33:1/1.37:1. Odnalezienie nieuszkodzonego oryginalnego negatywu rozwiało wreszcie wszelkie wątpliwości w jakiem formacie widzowi powinni oglądać Draculę w wersji Franco. Choć na rynku jest dostępne zdecydowanie pełniejsze, 4 płytowe wydanie tego filmu od Severin Films, to projekt okładki 88 films wykonanej na zlecenie przez Grahama Humphrey’a bardziej do mnie przemawia. Miłym akcentem w tym wydaniu jest również fakt, że zawiera książeczkę z esejem na temat filmu napisanym przez Barryego Forshawa









Dodaj komentarz